francuskiecover

Dlaczego „W Paryżu dzieci nie grymaszą?”

by • 02/04/2014 • Książki, RozrywkaComments (1)1719

 

Choć już dawno wkroczyłyśmy w XXI wiek, to mit Matki Polki wciąż trzyma się dzielnie. W dodatku jakoś nie widać, by poświęcenie, POŚWIĘCENIE (!), z jakim Polki oddają się macierzyńskim obowiązkom sprawiało, że dzieci są zawsze grzeczne, zdyscyplinowane i posłuszne, a przy tym pogodne i wesołe. Wręcz przeciwnie. Odwiedzając znajomych posiadających nawet jedno dziecko (a już – nie daj Boże – dwójkę lub trójkę), po godzinie mamy niejednokrotnie ochotę uciekać z krzykiem, a głowa boli nas jeszcze następnego dnia po wizycie, kiedy to dzwonimy do nich i głosem pełnym współczucia pytamy, o której mały potwór poszedł spać.

 

Czy musi tak być? I gdzie tkwi błąd? Większość Polek po urodzeniu dziecka skupia się wyłącznie na nim, życie całej rodziny kręci się zazwyczaj wokół jej nowego członka, a wszyscy mają na względzie wyłącznie jego dobro. Coś tu jednak szwankuje… Podobne odczucia miała amerykańska dziennikarka Pamela Druckerman, która ze swoim mężem zamieszkała w Paryżu, gdzie urodziła się ich córka, a potem bliźnięta. Macierzyństwo odmieniło jej życie o 180 stopni i dopiero podczas wakacji w kurorcie ze zdumieniem skonstatowała fakt, iż siedzące w restauracji francuskie rodziny ze spokojem i bez pośpiechu spożywają kilkudaniową kolację, podczas gdy dzieci grzecznie siedzą w fotelikach i cierpliwie czekają na swoje dania. Druckerman z wytrwałością godną lepszej sprawy zaczęła badać tajniki francuskiego systemu wychowawczego, wykorzystując przy tym cały swój warsztat dziennikarski, czego owocem jest właśnie książka o wymownym tytule W Paryżu dzieci nie grymaszą, w której porównuje amerykański i francuski sposób wychowywania dzieci. Recepta na sukces okazała się prostsza niż mogłoby się wydawać.

 

Po pierwsze Francuzi są znani z tego, iż uwielbiają korzystać z życia, cieszyć się jego urokami i po prostu być szczęśliwymi ludźmi. I dlatego wychodzą z założenia, że to dziecko ma się dostosować do ich stylu życia, a nie odwrotnie. Dlatego nie zrywają się w środku nocy za każdym razem, gdy maluch zakwili, wiedzą, że sen składa się z faz, pomiędzy którymi następują wybudzenia i niejednokrotnie niemowlak po chwili sam na powrót zasypia. Druckerman zauważa, że Amerykanki w takich momentach natychmiast pędzą, by dziecko nakarmić-utulić-pokołysać-włożyć mu do buzi smoczek-zabrać je do swojego łóżka lub ewentualnie zrobić to wszystko naraz. W ten sposób odkrywa, dlaczego paryżanki z wózkiem na porannym spacerze w parku wyglądają jak z żurnala, a ona po kolejnej nieprzespanej nocy jak zombie.

 

Po drugie oddawszy swoją córeczkę do żłobka autorka zaczyna żywo interesować się sposobem żywienia dzieci we Francji. Ze zgrozą zauważa, że nawet maluchy ze smakiem zajadają słynne francuskie sery, nawet te, których zapach każdego cudzoziemca przyprawiłyby natychmiast co najmniej o zawrót głowy, nie mówiąc już o bardziej gwałtownych reakcjach ze strony układu pokarmowego. Tajemnica tkwi w prostej zasadzie, że dzieci siadają przy wspólnym stole i MUSZĄ spróbować wszystkiego. Każdej, absolutnie każdej potrawy! Dzięki takiemu systemowi francuskie matki nie gotują różnych dań dla poszczególnych członków rodziny, co niejednokrotnie zdarza się w polskich domach. Godziny posiłków są ściśle przestrzegane, a słodycze je się tylko na podwieczorek. Dzieci od najmłodszych lat są wciągane w przygotowywanie ciast i deserów, ale zjeść je mogą tylko na wspomniany podwieczorek. Mało tego! Francuskie matki nie biegają za dzieckiem podtykając mu co i rusz batoniki, chipsy, paluszki, jabłka czy inne łakocie. Nie! Zachowując odpowiednie odstępy między posiłkami, pozwalają dziecku zgłodnieć. Tym sposobem próżno szukać wśród małych Francuzów dzieci otyłych, co w Stanach Zjednoczonych jest już narodowym problemem, a i w Polsce sporo się o tym mówi.

 

Po trzecie zdaniem, jakie francuskie dziecko słyszy od małego od swojej matki jest: zaczekaj chwilę. W ten sposób dzieci uczą się cierpliwości i otrzymują jasny komunikat: nie jesteś pępkiem świata. Próżno zatem szukać tu małych tyranów, terroryzujących swym wrzaskiem otoczenie i ustawiających według własnego widzimisię mamy, babcie, ciocie i nianie. Nie z Francuzkami te numery! One wychowując swe dziecko wyznaczają mu bardzo wyraźne ramy, w obrębie których dziecko może robić, co chce, ale w żadnym wypadku nie może ich przekroczyć. Tak więc dziecko bawi się wesoło w swoim pokoju lub w przedszkolu, żłobku z rówieśnikami, ale wie, że z poleceniami rodziców, opiekunów się nie dyskutuje.

 

Ponadto Druckerman odkrywa, że to co francuskie matki robią intuicyjnie, znajduje potwierdzenie w badaniach naukowych z dziedziny pedagogiki, psychologii, filozofii i medycyny. Choć dla wielu Matek Polek szokująca może być sama myśl, że nie powinny poświęcać się dla małego księcia/ małej księżniczki, to z całego serca polecam im tę książkę, mając nadzieję, że zmieni ich nastawienie do macierzyńskich obowiązków. Bo przecież żadna matka nie chce wychować sobie małego egoisty i tyrana, lecz pragnie cieszyć się wesołym i szczęśliwym szkrabem, który zna swoje miejsce w rodzinie.

 

Kup książkę

w_paryzu_dzieci_nie_grymasza_IMAGE1_287608_8

 

Monika Korybut

 

Pin It

Related Posts

One Response to Dlaczego „W Paryżu dzieci nie grymaszą?”

  1. Margareta pisze:

    I to napawa mnie optymizmem, gdyż nie bardzo widzę się w roli „uciemiężonej Matki Polki”, która całe swoje życie podporządkowuje dziecku.
    Z tego co mi wiadomo – a czego Szanowna Autorka jest przykładem – da się żyć normalnie i pięknie wyglądać, mając dziecko. Do tego dziecko, które nie grymasi…

Dodaj komentarz


Warning: call_user_func_array() expects parameter 1 to be a valid callback, function 'catapult_add_cookie_css' not found or invalid function name in /public_html/wp-includes/plugin.php on line 525

Warning: call_user_func_array() expects parameter 1 to be a valid callback, function 'yumprint_recipe_wp_head' not found or invalid function name in /public_html/wp-includes/plugin.php on line 525

Strony: 1 2 3